Samochód spakowany po brzegi. Piwnica i pomieszczenie opróżnione. Dwie pomocnice na pokładzie. Wyruszamy na nową przygodę.
Dojechałyśmy na miejsce w miłej okolicy Szczebrzeszyna. Cicho, ładnie. Teren byłej szkoły podstawowej. Obecnie w prywatnych rękach.
I oto nasze stoisko. Tkaniny, firany, zasłony, ceramika, szkło, świeczniki, zabawki, książki, ubrania, nasze skarby domowe. Podjęłyśmy decyzję o rozstaniu się z tymi rzeczami.
Mówię Wam, oczekiwania miałyśmy bardzo duże. No i zaczęło się. Zaczęli przychodzić klienci.
Towar miałam wyborny, kupować, kupować kupować.
Czas minął szybko, udało się sprzedać kilka rzeczy. Mój głód sprzedawcy jednak nie nasycił się.
Wiele rzeczy zostało. Miałam oczekiwania i to mnie zgubiło. Byłam rozczarowana. Gdybym nie miała oczekiwań cieszyłabym się z tego co udało się sprzedać. Klient bez dużego portfela. Raczej liczący na coś za darmo... Ehhhh... Znowu te oczekiwania. Jak zmora łażą za mną. Dość. Pozdrawiam Was serdecznie.







